Minimalistyczne podsumowanie lutego

Największym sukcesem minionego miesiąca było podtrzymanie motywacji do zmian i odkrycie, że przychodzą one naturalne, są niewymuszone i ich efekt sprawia radość. Kontynuuję strategię unikania wielkich rewolucji i rzucania siebie na głęboką wodę. Raczej jestem w fazie testów, sprawdzam co mi odpowiada, a co nie do końca. Czerpię inspirację z różnych źródeł i próbuję kształtować pierwsze nowe nawyki.

Rozsądne jedzenie

Powoli skłaniam się ku rozumieniu minimalizmu jako idei życia świadomego i podejmowania decyzji zgodnie z moimi potrzebami. Ma to wpływ na wiele aspektów codzienności, w tym również sposób odżywiania się. Nigdy nie twierdziłem, że odżywiam się bardzo źle lub dobrze. Zdaję sobie sprawę, że fast foody nie są najlepszym posiłkiem, ale czasami po nie sięgałem, bo nie było czasu albo akurat byłem na mieście i musiałem coś zjeść. Z drugiej strony nie zagłębiałem się w temat dostarczania organizmowi odpowiednich składników, w odpowiedniej wysokości i zdrowego odżywiania. Powiedzmy, że odżywiałem się przeciętnie, unikałem bardzo tłustych potraw, ale nie jadłem tylu warzyw ile powinienem etc.  Czy coś się zmieniło? Niewiele, ale jednak staram się więcej myśleć o tym co ląduje codziennie na moim talerzu 🙂

Po pierwsze ograniczyłem fast foody jak tylko się da. W lutym może dwa razy zjadłem coś nieprzygotowanego w domu, w tym raz pizzę z dobrej restauracji (z czego nie zamierzam rezygnować 🙂 ). Oczywiście wymaga to wszystko konsekwencji, zakupów co drugi dzień, przygotowywania posiłków wieczorami i odgrzewania w pracy – akceptuję to i staram się być wytrwały (wraz z moją dzielną małżonką).

Po drugie zacząłem pić tzw. green smoothie, czyli zielone koktajle (tłumaczenie jakoś mi nie brzmi naturalnie, ale niech będzie). Przez pierwszą połowę miesiąca przygotowywałem je i piłem codziennie. Później zdarzały się dni, w których odpuszczałem. Do przygotowania pierwszego napoju zainspirowała mnie Jen Hansard z bloga Simple Green Smoothies, a świadomość, że dostarczam tym sposobem organizmowi dużo witamin, napędzała mnie do utrwalania tego nawyku. Będę nad tym pracował w kolejnych tygodniach, bo uważam to mało czasochłonny i prosty zabieg wzbogacenia diety.

Po trzecie od zawsze kocham słodycze w najróżniejszej postaci. Z jednej strony zdaję sobie sprawę, że tak duża ilość cukru nie jest zdrowa, z drugiej takie dobre ciastko do kawy to coś wspaniałego 😉 Próbuję ograniczać, nie eliminować (nie będę oszukiwać, że pozbawię się przyjemności np. jedzenia lodów pistacjowych w gorące letnie dni 😉 ) i walczę, aby nie traktować słodyczy jako czegoś co zaspokoi mój głód.

Tata minimalistaty

Przypadkiem nadszedł w lutym ten dzień, kiedy zadzwonił do mnie mój ojciec z informacją, że robi porządki na strychu i znalazł dużo moich rzeczy z dzieciństwa i prosi o ich zabranie 🙂 Cudownie, zabieram się za odgruzowanie mojego mieszkania, a dostaję w bonusie niepotrzebne rzeczy sprzed kilku, kilkunastu lat. Tatę jednak trzeba było wesprzeć, on też ma prawo do posiadania dodatkowej przestrzeni i uporządkowania swoich czterech ścian. Pojechałem, dokonałem przeglądu. Część rzeczy trzeba było wyrzucić lub oddać. Kilka jednak wylądowało szybko na OLX np. dwie pary butów snowboardowych. Na szczęście jeszcze był sezon zimowy, to nawet szybko znalazłem chętnych na nie. Resumując – nie ma się czego bać, nie straciłem na to zbyt dużo czasu. Rodzice pozbyli się niepotrzebnych przedmiotów, ja mogę spokojnie zająć się swoim mieszkaniem, a przy okazji moje stare buty na deskę mogą teraz być używane na stoku gdzieś wysoko w górach 🙂

Wiedza z Dalekiego Wschodu

Porządki nie ominęły mojej szafy, którą w końcu się zająłem. Nim jednak do tego doszło, przeczytałem książkę “Magia sprzątania” Marie Kondo (tutaj możecie więcej o tym poczytać). Zgodnie z uwagami autorki nie rzuciłem się od razu na wyrzucanie wszystkich starych ubrań z szafy, ale zacząłem zastanawiać się co mi się przydaje a co nie zaczynając od koszulek po czym przechodząc do bluz i swetrów oraz bielizny. Muszę się przyznać, że nie wyrzuciłem ani nie oddałem rzeczy, które uznałem, że mi się już nie przydadzą. Zapakowałem je w torbę i jeżeli przez miesiąc do nich nie zajrzę to uznam, że na 100% są zbyteczne – co z tego co zrozumiałem z książki nie jest najlepszą strategią 😉 Ale to jest moje życie i czasami trzeba dostosowywać strategię do siebie, aby czuć się z tym komfortowo. Co ciekawe, Marie Kondo ma specyficzny sposób składania ubrań, który w pierwszej chwili uznałem za taki, który nie pozwoli uzyskać więcej przestrzeni w szafie. Niemniej jednak postanowiłem go przetestować i ułożyłem koszulki w taki sposób jak autorka nakazuje… i chyba coś w tym jest 🙂 Nagle łatwiej mi jest podjąć decyzję co na siebie rano założyć, jedną ręką wyjmuje wybrany t-shirt a dodatkowo zwolniła mi się jedna cała półka w szafie. To jednak magia!

Efekty zmian

Chwilę spędzane z moją córką są dla mnie najważniejsze. Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby się nie angażować w zabawy z nią tedy kiedy wracam do domu i mam te powiedzmy 3 godziny do momentu kiedy idzie spać. Odkładam komórkę, nie włączam telewizora ani laptopa. Świadomość tego na co poświęcamy swój wolny czas jest kluczem do tego, aby robić to co sprawia przyjemność. W dalszym ciągu będę pracował nad tymi chwilami kiedy dziecko śpi i można zrobić coś pożytecznego. Ograniczenie przeglądania Facebooka jest wciąż na wysokim miejscu na liście priorytetowych zmian. Już udało mi się wyeliminować oglądanie codziennie późnym wieczorem jednego lub więcej odcinków seriali na Netflix. Zaoszczędzony czas poświęcam na robienie “zielonych koktajli” 😉 , przygotowywanie obiadów i dalsze oczyszczanie przestrzeni ze zbędnych przedmiotów. Choć wciąż przypomina to działanie po omacku bez konkretnego planu, to jestem dobrej myśli i wierzę, że z czasem sam zauważę co się sprawdza a co nie. Póki czuję, że zachodzące zmiany mają pozytywny efekt na stosunki z moją rodziną, rozwój mojego dziecka oraz moje zdrowie i samopoczucie, tak długo będę podążał ścieżką “świadomego minimalizmu”

2 Replies to “Minimalistyczne podsumowanie lutego”

  1. Odzyskane 3 h w ciągu dnia to kupa czasu:) Najważniejszy byś znalazł swoją metodę i robił to, co uważasz za słuszne dla Ciebie i Twojej rodziny. Priorytety każdy ma inne, ważne by być wiernym swoim 😉

    1. Tego się trzymam 🙂 3h to dużo, ale walczę o więcej np. jeden dzień pracy z domu. Zobaczymy jak to się sprawdzi.

Dodaj komentarz